Irokezi, chuligani, motocykliści i dzicy

Zaiwaniając przez rozgrzaną ulicę jak przez dziką prerię słyszałam huki i strzały pooranych w beret masochistycznych motocyklistów. Rozwydrzone dzieciaki z powbijanymi igłami, pozasuszani w kątach, jak rozrzucony tytoń w melinie pijaka dusiły się. Wciągały w siebie różne świństwa od spalin po crack. W tej trumiennej atmosferze odbijało z kanałów, szeroko przemysłowym fetorem, chemikaliami, benzyną, a szambo, które wybijało z kanalizacji było niczym tonik na szyi zawiedzionego miłością żula. Spiekota i pot gryzący wszędzie ściekał po odbytnicy. Krwawe spojrzenia podgnitych oczu spoglądały zza drzew, które jak w horrorze wysysały dobrą energię. Markotni przechodnie niczym żywe trupy na siebie wpadali spiesząc się w różnych kierunkach. Lecz na tym bagiennym rumowisku pośpiech był nie wskazany. Prędkość jaką można było osiągnąć prowadziła nie ubłaganie ku upadkowi. Zło i gryzące wyrzuty sumienia na przemiennie wchodziły ze sobą w niezgrabną polemikę.
Kosa nad głowami ścinała złudzenia.
Dobroczynność popadała w zapomnienie.
Chaos coraz głębiej i głębiej dawał o sobie znać.

Pustka i popiół.
Echo jak dawniej z podwójnym przesterem rozbrzmiewało wprowadzając w niepokój.
Chuligani jak Indianie z irokezami na głowach tańczyli wkoło ogniska.
Tylko horyzont nie wzruszony powoli zmieniał się.
2
21 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

N
Nefos 9 lat temu
Masz wielki talent. Jak zechcesz to po Twoim wierszu zbiera się na wymioty. +
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie