Impreza

Mroczne
Na koncert przyszli Popek, Alina i Szalona Masturbicha, zabrakło jedynie Świerzba i Rzerzączki choć obiecywali mi, że z pewnością ich nie zabraknie. Jak to zwykle w doborowym towarzystwie z Wesołą Marychą w rytmie pogo zakręcałyśmy piruety. Helikoptery i Wiatraki włączyły się w naszych oczach, ze zwężonymi spojówkami wyglądałyśmy jak piranie głodne i wściekłe niezaszczepione na wściekliznę. Gdy klakier klasnął barman wziął do ręki spluwę i wystrzelił, powiedział: ,, no to kur wy zaczynamy się bawić, zaczynamy ten bal’’. W niepełnym składzie wyszłam na scenę, byłam już dobrze umajona i widziałam wszystko w niepełnych pourywanych obrazkach. Szambo podawało i z kanałów wybijały fekalia, w toaletach powoli ustawiały się dziwki. Trzeba było jakoś tą imprezę rozkręcić. Wzięłam mandolinę w rękę i zaczęłam powoli wyjękiwać piosenkę. W swoim repertuarze mam wiele piosenek o transwestytach i niespełnionej miłości, ale do tego nic nie pasowało, do tej atmosfery po prostu nic nie pasowało, nie wiem czemu. Może to dlatego, że goście mieli za dużo w żyłach łyski, może dlatego, że rozdźwięk pomiędzy chaosem a chaotycznością rozpromieniał się w totalną kakofonię. Wizualne efekty spektaklu jaki mogłam obserwować wymykał mi się spod kontroli. Byłam na styku pomiędzy permanentną i wyobcowaną liszają na tyłku, a zmierzchem potłuczonych reflektorów. Wibrator w ręku udawał mikrofon. Powoli traciłam przytomność. Graniczyłam i ocierałam się o stan wegetatywny. Traciłam kontrolę z ciałem. Choć docierały do mnie dźwięki, które wydawałam. Kontrola nad świadomością wymykała się jednak. Byłam pomiędzy kleszczami, tak jakby w głowie namnażały się szarańcze i wyjadały ze mnie życiodajną energię. Sperma nie wiedzieć czemu spływała po ścianach, a grawitacja zaczęła unosić nas w przeciwnych do siebie kierunkach. Tak jakby pudełko Pandory zaczęło bezmyślnie wymiotować. Brakowało mi holu i pasów bezpieczeństwa. Zaczęłam wyć tak głośno jak nigdy, zaczęłam tak głośno skamleć jak opuszczone niemowlę w śmietniku. Upadłam na ryj. Potoczyłam się w nieznanym kierunku, gdzie było już ciemno i zimno. Chłód upinał mi się na ciele, szron sterczał na włosach i nie wiem dlaczego tak cholernie mocno zaczęłam sztywnieć. Mrowiło mnie w karku.
4
111 odsłon 9 komentarzy

Komentarze (9)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 8 lat temu
porąbane jak się patrzy
jaropasztii 8 lat temu
impra jest tu i ludzi w piz....balanga zapraszam cie do tanga...
nieanna 8 lat temu
ciarki przechodzą po plecach (a właściwie ciary ;))
D
donata 8 lat temu
piękną polszczyzną piszesz nie dziwię się że o nas tak w świecie mówią jak nasi poeci taki PRZYKŁAD DAJĄ zdrówka życzę
wielka sowa 8 lat temu
Jeśli masz to w głowie co piszesz, to nie chciałabym cię spotkać. To tyle ma wspólnego z poezją co ty kulturą.
Ale warto było to przeczytać, aby zobaczyć dno, nie często mi się to zdarza. Życzę dużo zdrowia.
nieanna 8 lat temu
muszę się wtrącić do komentarza mojego 'ulubieńca' tutaj : wielkiej (cha, cha, cha :::)))) sowy. zero dystansu, zero zrozumienia, zero empatii, zero wrażliwości. za żadne skarby nie chciałabym cię spotkać w realu, a z Tinką chętnie wypiłabym browara :)
wielka sowa 8 lat temu
PATOLOGIA
nieanna 8 lat temu
Boże jaki ty jesteś wielka (cha cha cha) sowo, pierdolnięty.

jeśli administratorowi nie będzie się podobać słowo 'pierdolnięty' to chciałabym zauważyć, że wielka (cha cha cha) sowa połączyła mój nick ze spermą. nie mam nic przeciwko spermie (dzięki niej powstają dzieci:)) ale intencja wielkiej (cha cha cha ) sowy była nie do tworzenia, bynajmniej, tylko do dowalenia, zniszczenia.

pozdrawiam tworzących!

:)
B
Buena 8 lat temu
Spokojnie Wielka sowa próbuje pokazać siebie ale jak dla mnie to jest przykład jakim trzeba NIE być. Teoretycznie wszystko wiedząca a tak naprawdę ta wiedza umiejętności i co tam jeszcze może być nie sięga najniższego progu. Kłapie ile wlezie ale nic poza tym pożytecznego.
6 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie