żeka

strasznie stać nad żeką

gdy ta tak wiernie w oczy twe zagląda

bogacisz szyje ważki co w tańcu zastyga

na krótką chwilę świata w malignie rozpostartego

lękasz się źródeł

ujście też kolebką snu a może i znojem

w nurcie świst ryby

w nurcie strach piórem zapisany

po wodzie wiatrem zamiata ogon czapli

i jeszcze słońca niedomkniętego pejzaż

co w płótnie zamknięty na świata pokoleń lasy

wzrokiem współczesności nigdy niepoznany

zatonie w salonach ludzi nadmężnych



żeka jak witraż

w starym kościele więzionym lip gromadą

żeka jak sumienie

wytarte i tanie jak wódka pod ladą

żeka macocha

adopcji twej życia

żeka pośrodku

bycia i nie bycia

żeka jak kołdra

koc stary a ciepły

żeka jak rynsztok

płyniesz żywy a jednak już i wciąż zdechły
0 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie