Sonia

O przyjaźni
Siedzę na ławce,
słońce już zaszło,
na niebie szukają się gwiazdy,
a ona siedzi mi na kolanach,
obściskuje, obłapuje i wzdycha
i zaraz powie, niech tylko tego nie mówi,
zaraz otworzy usta i powie,
jak to bardzo lubi się do mnie przytulać.

Nie, tego miałaś nie mówić,
nie taka była umowa.
Jak bardzo mnie lubisz i być ze mną, sratata.

Sąsiadka przechodzi i krzyczy na swojego psa,
"Sonia! Sonia!"

Ja tylko wyszedłem z domu,
bo czułem się przez chwilę sam,
teraz nie zmieniło się zbyt wiele.

Tylko przez chwilę jak ją dotykałem,
na chwilę udało się o tym zapomnieć,
na krótką chwilę i tylko zapomniałem.

Na moment myśli przeniosły się bezmyślnie,
z głowy do rąk i było dobrze.

Ale nie było tam spokoju,
na chwilę tylko zapomniałem.

A starsza sąsiadka zawzięcie
szuka tego psa,
i ciągle krzyczy te pierdolone, dostojewskie
"Sonia, Sonia!"

Kochana Sonia.
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie