rzeka
rwąca cieniem zgryzoty
odbiła od brzegu
falą odmienności samotny wernisaż
nieznaną przenośnią miniaturek
uczuć ukrytych w smaku wilgoci
skrzętnie
miodem i mlekiem głupia
wystąpiła z koryt ulotności
szukając zapachu kolorowych łąk
w podróży doliną klątw
droga donikąd
terapią na przetrwanie
odbiła od brzegu
falą odmienności samotny wernisaż
nieznaną przenośnią miniaturek
uczuć ukrytych w smaku wilgoci
skrzętnie
miodem i mlekiem głupia
wystąpiła z koryt ulotności
szukając zapachu kolorowych łąk
w podróży doliną klątw
droga donikąd
terapią na przetrwanie
szukając zapachu kolorowych łąk... Nie wiem, czy ostatni dwuwers jest stwierdzeniem, czy pytaniem, ale sądzę,że żadna droga nie jest donikąd... ;) A także ,że ,, droga donikąd nie mogłaby być terapią... Ale za to wiem, że ,, jeśli droga otwiera się przed nami- to trzeba nią iść... :) Pozdrawiam, Darku