pani zaginionych nocy

ukryta w niechęć
wodzisz oczami na pokuszenie
pod zenit nieba by zaraz na dno piekieł
nie jestem aż tak rozciągliwy

znowu mnie wozisz
czterdzieści na północ i w prawo
wschód ku zimie
na taczkach kokiety z krzywych uśmiechów
i seryjnie puszczanych mrugnięć
przelewając z pustego w próżnię
zamykasz wieczność w dwa wyjścia
patrząc wstecz
bywasz dalekowzroczna w pogoni za wiatrem
który usiłowałem
złapać w krople pod prysznicem nadinterpretacji

trwamy obok
a ja wciąż czuję smak twoich ust
wszystkimi miesiącami wiosny

jestem
jak wypalanie traw by przyszły zagojone świty
owinięte w niewyspane koce
3
26 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

karioka83 13 lat temu
Po raz kolejny mnie zaskakujesz... Ciekawy wiersz :)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie