niemożliwe

a kto by ją tam zrozumiał
jak lawa wystyga po brzegach
embiwalentnie skorumpowana
przez wulkan hormonów
w pogoni za widokiem miejsc
gdzie nie nosi się śliniaków

jednocześnie
szarlotką w ogrodzie gejzerem
teorią względności
i relanium na bezradność
ubrana w aureolę papierowa
aczkolwiek nieskończenie zapisana
wierszami bez tytułów
jak antidotum na pochmurne dni
by potem a mnie się wydawało
nie było materiałem dowodowym

ptaki w deszczu ściany bez łaski
okien konwulsje myśli w pożegnaniach
z nocą podróże w białych szalach
do krain z widokiem na doliny

miłość wszystko i nic
a jednak nie minęło
przekracza granice

jest możliwe
1
6 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

5 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie