Bez przebaczenia
Zbieram się z kawałków
w proch porozbijany
otrzepuję z błota
twarz ocieram dłonią
obrzuciłaś gradem
słów ostrych jak brzytwa
obelg brudną rzeką
zalałaś mi uszy
a przecież przyszedłem
z opuszczoną gardą
w ręku dzierżąc gałąź
oliwnego drzewa
w proch porozbijany
otrzepuję z błota
twarz ocieram dłonią
obrzuciłaś gradem
słów ostrych jak brzytwa
obelg brudną rzeką
zalałaś mi uszy
a przecież przyszedłem
z opuszczoną gardą
w ręku dzierżąc gałąź
oliwnego drzewa