Pod językiem pełnym czekolady

Krwawa Mery z turbo dopalaczem dociągnęła do spustu.
Przez jakiś czas nie zmieniała kolein.
Wykolejone drogi losu same ustawiały się w kolejce.
Poprzez zmysłowe elektryczne narządy płciowe.
Nisko latające ospałe jak w letargu świerzby na rękach trędowatych wdówek.
Wmawiały dzieciom chorym na epilepsję.
Odrodzenie samo przyjdzie.
Tak jak bryza.
Piana w piwie.
Kufel opuszczonego wędrowca.
Zmuszony by kraść.
Dawał jedynie sześć złotych.
Ale ona chciała więcej.
Dlatego go gładziła pod surdutem.
Gładką jego szyję.
Wmawiała mu.
Wklepywała do mózgu.
Pod rdzeń kręgowy.
Hierarchicznie to było wszystko ustawione od tyłu.
Niczym mecz sprzedany na igrzyskach olimpijskich.
7
56 odsłon 2 komentarzy

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

artpla 13 lat temu
stary dobry czosnek ...aż w nosie kręci :)
Sebastian Dema 13 lat temu
wiersza dnia nie kwestionuje się:)
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie