Narodziny Boga

Do gardła wdarł się gorzki posmak

Wiek zgarbił w kaszlu siwą postać

Tłum się rozstąpił prąc na ściany

Tych rozmodlonych i zdeptanych



Wnieśli na ołtarz, zegar przebił

Ciszę dwunastym dźwiękiem z wieży

Tłum powstał z kolan, już odarty

Z jednostek nieco mniej upartych



Ksiądz zaczął dialog z sobą samym

Słowa płynęły na zebranych

By tuż przed śmiercią mieć choć poblask

Z nieznanych dziś języków ognia



I tylko on, na pokuszenie

Szedł otrząsając krwawy wieniec

żeby raz jeszcze spojrzeć, zanim...

żeby choć stanąć za plecami...
0
2 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie