Kamień

Miłosne
Ulica szara jak twarz
pokonanego wędrowca
stawiam kroki ostrożnie
byle nie wzbudzać pyłu
z martwych marzeń..

Idziemy w milczeniu
ona i ja
sprawiedliwość wydumanej czarownicy
piszącej odwróconym zaklęciem
w samym sednie serca..

I wiara
widząca na wskroś
niewidzialnego snu
zdolna napisać miliony
tytanowych ludzi
w Wielkiej Księdze Żywota..

Ostatnie haniebne liście
pod marmurowymi stopami
spisują w sobie
spóźnione pożegnanie
droga tonie w kamieniach..

Kruszę słowa w dłoniach do cna
w nich zbieram żal
jak krople rosy
tak spragniony jest człowiek..

Idę w nieznanym kierunku
na oślep czytam czas
bezwolnie
staję się głazem.
6 5
82 odsłon

Komentarze (5)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Helen 11 lat temu
Niezły Vercia...fajne metafory:) pod koniec troszkę przyciężkawy ale dobrze się czyta:) buziaki
Vera 11 lat temu
Dzięki Helenko.. ogólnie ostatnio ciężej i ciemniej..ale bronię się przed kamieniem;) :** buziaki
Mario Sz 11 lat temu
Ja również jak Helen metafory podziwiam :-)
Livia 11 lat temu
.... może ktoś Cię rozmiękczy? jakaś czuła dłoń... nie warto zmieniać się w głaz- przecież tak cudownie jest czuć :))))) pozdrawiam
Vera 11 lat temu
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie