Rękawiczki
Zimowy, pełen niepokoju poranek.
Ze stresu zakładam lewą rękawiczkę
na prawą dłoń. Jest mi wstyd.
Tak bardzo, że chowam nos w szalik.
Idę na spacer, przed siebie.
Wiatr tak głośno gwiżdże, nawet on
wyśmiewa mój niepokój, wątpliwości.
Czemu śnieg tak głośno skrzypi?!
Chciałbym rozpłynąć się w ciemności.
Jak motyl nocny spalić się w tym świetle.
Pogrzebać przeklęte rękawiczki, by
nie dały już nikomu więcej ciepła.
Księżyc daje za dużo światła.
Zima daje za dużo wątpliwości.
Ze stresu zakładam lewą rękawiczkę
na prawą dłoń. Jest mi wstyd.
Tak bardzo, że chowam nos w szalik.
Idę na spacer, przed siebie.
Wiatr tak głośno gwiżdże, nawet on
wyśmiewa mój niepokój, wątpliwości.
Czemu śnieg tak głośno skrzypi?!
Chciałbym rozpłynąć się w ciemności.
Jak motyl nocny spalić się w tym świetle.
Pogrzebać przeklęte rękawiczki, by
nie dały już nikomu więcej ciepła.
Księżyc daje za dużo światła.
Zima daje za dużo wątpliwości.