Kundalinii

O szczęściu
Rzeźbię cię jedwabistym słowem
Otaczam oddechem, szeptem
Karmię chlebem, nie głodem
Kocham, oddycham, jestem.

Odpływam, odchodzę, a niewidzialna nić
Za nami, na wietrze drga, unosi się
Powracam z dali w dal i dłoniom daję pić
I jesteś ty, i jestem ja.

W alabastrowym uśmiechu, ukwiecona czarem
Przekraczając czystość, od świętości do grzechu
Przelewasz swą jaźń nad moje otchłanie
Rozpalając ogień w mym piecu w bezdechu.

A skra tabunem w pogoni
Nagim wstrząsając grzbietem
Wśród pełgających nocą
Stad narowistych koni,
W ciał zakamarkach rwąca
W dal wibrującym echem.

I znów koło ciebie stojąc
Pieszczę oddechem, szeptem
Tak blisko, tutaj, obok
Kocham, oddycham, jestem.
6
63 odsłon 3 komentarzy

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

JKZ007 13 lat temu
kłaniam się prostym gestem ze słowem, że dobrze jest kiedy lekko i czasem powiedzieć własne pragnienia, tak podstawowe jak niebo i piekło, może lżej będzie nam wszystkim, kiedyś umierać:)
snylekkie 13 lat temu
uwazam ze czucie i nastroj zostaly oddane wiernie, biją emanują. troche abstrakcyjne miejscami ;d iks de
takietam 13 lat temu
kolejny koszmarek ale sympatyczny plus za intencje
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie