Cały nasz hooligański trud...
Lubi nas niewielu, większość nienawidzi
Boją się wszyscy, czasem ktoś się brzydzi
Jesteśmy solą tej ziemi, dziećmi tych ulic
Naszą moc na skórze niejedni już odczuli
Żyjemy na przypale korzystając z wolności
Dla zdrajców i frajerów nie mamy litości
Chodzimy po chodnikach, one do nas należą
Zrozumieją to Ci, którzy z nami tu się zderzą
Z tych chodników spychamy też przechodniów
Czasem któryś śmietnik stanie przez nas w ogniu
Na murach kamienic walniemy grafy sprayem
Jak coś komuś nie pasi potraktujemy kamieniem
W ciemnych bramach ogarniamy nowe akcje
Jaramy w nich blunty, kręcimy ostre libacje
Potem uderzamy na miasto wyjebać jakąś trzodę
Jazda po bandzie jest naszym rodowodem
Street terror na zawsze naszym powołaniem
Musimy się rozprawić z każdym śmieciem i draniem
Podwórko pierwszym i najlepszym wychowawcą
Jego prawa i nauki nigdy już w nas nie wygasną
One są jak piętno, nosimy je przez całe życie
Niepisany kodeks, nigdy go nie zmienicie
Za nasze miasto i klubowe barwy nawet w ogień
Mecze i wyjazdy za drużyną- największym nałogiem
Z szalikami na pyskach i racami w łapach
Wdychając petard, siarki i dymu zapach
Idziemy w bój za naszą miłością jedyną
A miłość ta się kończy na mieście zadymą.
Jedna miłość, jedno miasto i jeden klub
To dla nich jest nasz cały chuligański trud.
Boją się wszyscy, czasem ktoś się brzydzi
Jesteśmy solą tej ziemi, dziećmi tych ulic
Naszą moc na skórze niejedni już odczuli
Żyjemy na przypale korzystając z wolności
Dla zdrajców i frajerów nie mamy litości
Chodzimy po chodnikach, one do nas należą
Zrozumieją to Ci, którzy z nami tu się zderzą
Z tych chodników spychamy też przechodniów
Czasem któryś śmietnik stanie przez nas w ogniu
Na murach kamienic walniemy grafy sprayem
Jak coś komuś nie pasi potraktujemy kamieniem
W ciemnych bramach ogarniamy nowe akcje
Jaramy w nich blunty, kręcimy ostre libacje
Potem uderzamy na miasto wyjebać jakąś trzodę
Jazda po bandzie jest naszym rodowodem
Street terror na zawsze naszym powołaniem
Musimy się rozprawić z każdym śmieciem i draniem
Podwórko pierwszym i najlepszym wychowawcą
Jego prawa i nauki nigdy już w nas nie wygasną
One są jak piętno, nosimy je przez całe życie
Niepisany kodeks, nigdy go nie zmienicie
Za nasze miasto i klubowe barwy nawet w ogień
Mecze i wyjazdy za drużyną- największym nałogiem
Z szalikami na pyskach i racami w łapach
Wdychając petard, siarki i dymu zapach
Idziemy w bój za naszą miłością jedyną
A miłość ta się kończy na mieście zadymą.
Jedna miłość, jedno miasto i jeden klub
To dla nich jest nasz cały chuligański trud.