POWRÓT

Ojcu


Wróciłeś przed chwilą i zaraz odchodzisz
Żyję? skoro się ciągle witam i żegnam?
Mój zmarły Ojcze dzisiaj znów przychodzisz
i znowu przy tobie twoja żona biedna – moja Matka

Siedzę na twym krześle
a krzesło bez ciebie, któryś rok mnie straszy
i muszę siedzieć, i myśleć
o nędzy ludzkiej – nie twojej, lecz naszej

Żona jak zwykle wzrokiem ciebie mierzy
Znów trwonisz siły! Nawet teraz piję?
Trudno, serce zmęczone musiało się przeżyć
ale gdzie jestem, odkąd nie żyję?

Co robisz, synu, od czasu, kiedy cię nie widzę?
Jestem już dziadkiem? Czy znalazłeś żonę?
Ile lat minęło, odkąd ich nie liczę?
Jeśli jest, opowiedz ojcu o niej

Wkrótce karetka przyjedzie na syrenie
na rękach cię zaniosę, sąsiad drzwi uchyli
a wieczorem składkę zbierze na wieniec
jak wszystkim, którzy przed śmiercią żyli

Opowiedz, czy wiecznie takie martwe życie
w kraju i taka nędza, i tyle ucieczek?
i snów, które śni się przez chwilę na świecie?

Czy z miasta nie ma ucieczki? Tę samą ulicę
wydeptuję w kolejnych powrotach do domu –
ci, co za życia odchodzą, ćwiczą chwilę zgonu

Co robisz, synu, od czasu, kiedy mnie zabrano
tam, skąd już słowa nie mogę powiedzieć?
czy już uciekłeś tak samo...
Nie, nie chcę już słyszeć i wiedzieć


Znowu stoję przy twoim śmiertelnym łożu
ty na nim leżąc, na mnie patrzysz
a obok mary, na których cię zniosą
i łapiduch już idzie do pracy

I w końcu myślę, że podając mi rękę
gdy cześć szepnąłeś, krzyknąłeś, że idziesz
tam, gdzie milczenie, gdzie kończy się mękę
życie?
2
11 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie