Samospalenie

Egzystencjalne
gdy ranek goi rany po starciu z nocą
nakleja plastry na obolałe ciało
zbieram popioły łatam swoje dziury
aby na powrót stać się litą skałą

lecz gdy z wieczora cienie stoją rzędem
by znowu walczyć o królestwo nocy
ponownie prochy sypię do szkatułek
aby z pochodnią przez zakręty kroczyć

jak niegdyś feniks rodzę się wraz z rankiem
by później umrzeć zrzucić piór płomienie
spopielić ciało grzebać je z umysłem
oddając blade umartwione tchnienie
5
46 odsłon 2 komentarzy

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Helen 11 lat temu
Ten wiersz ma mnoc..;))) pierwsza strofa suuuper...a druga jeszcze lepsza;)))
K
kaja-maja 11 lat temu
jak niewygodne życie jest tak też spanie może być,bo za dnia ręce bolą a po nocy wszystkie kręgosłupa kręgi aż głowa ciężka jest kiedy pogoda taka zmienna choć między nocą a dniem człowiek nie wie gdzie jest,jak życie pomiędzy śmiercią umartwione tchnieniem
a może po tchieniu,przydałby się dobry sex zanim oczy zamknie się
by narodzić się na nowo w:)))
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie