Miejskie umieranie

Smutne
świątynie wielkiego bólu
ulice szkła i azbestu
my jak pszczoły w jednym ulu
nie zauważając gestów

zamknięci w swoich metrażach
anonimowi jak duchy
już nie chcemy zauważać
każdy jest niemy i głuchy

samotni w tłumie tysiąca
bez nazwiska i imienia
tacy będziemy do końca
miejski los się nie odmienia

jak numerki w domofonie
wszyscy żyją tu jak zombie
nie usłyszą że to koniec
kiedy anioł już zatrąbi

w tych naszych miejscach cierpienia
ukryci niczym w żałobie
zbyt późno chcemy się zmieniać
leżąc we wspólnym grobie
0
11 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

copelza 12 lat temu
zmieniasz i kolejność rymu, poniekąd częstochowskiego, i sylabiczność, i stopę i tonikę.
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie