Wieczorny,zmęczony. cz.2.

Miłosne
Wypchnięty na bok
Wrak, zwrot do kolejki
Ptak wróci w rok
Do gniazda z nędzy...
Do kiedy wypuszczasz
mnie z rąk, taka smutna
Że zostaje mrok
Dzika puszcza i pierwszy krok.

Nie my, jesteśmy silniejsi
Wypuszczeni w noc
każda była trudna
lecz skończy się proch...
I zostaną błędy
Na tych bez winy, kurwa
krzyczałem tnąc kartki
Myśląc, że zatrą się krzywdy
Dawnych zmor wrednych
Osuwam się w kąt
Nie wiedząc którędy
Przemilczeć strzały z proc
Bo jak nie kochać już nigdy?
Kiedy u wrót tyle hord
Z każdą rzucaną na strzępy
Jestem mniejszy, nie człowiek.
Nigdy nie zatonę
Ciągną się za mną zbrodnie
Co zrobię, cokolwiek
Jeśli zasiądą w grobie.

Więc na ostatniej uczcie
Gdy nie będę mógł otworzyć powiek
I wiec trwający zmąci krzyk mój,
szepnę trzykrotnie
że przepraszam za życie samotne
Gdy bez słów ginął nasz ojciec...
1
6 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie