Do-prawdy
Ja rosnę!
Czy ty już nie widzisz
Że gaśniesz, że braki?
Mam dojrzeć
Splamić zeszyty własną
krwią, zanim wyblakły?
W oczy mej wybranki
wbić wzrok niewyżyty
Aż ulegną pod naporem
w noc dla dalszej krzywdy?
Na przedramionach znaki
Aż zamrą zsypy
i żadnej myśli
nie upuszczę
Tylko krzyki
tnąc spytam, jaki jestem?
Jaki ból, jakie kochanki
Rani nas w splot
umysł brzydki,
lecz wieloraki
Nie mieści bliskich
woli szczęście
wybiera!
puste tkanki
umiera samotnie
gnijąc od prawdy...
Czy ty już nie widzisz
Że gaśniesz, że braki?
Mam dojrzeć
Splamić zeszyty własną
krwią, zanim wyblakły?
W oczy mej wybranki
wbić wzrok niewyżyty
Aż ulegną pod naporem
w noc dla dalszej krzywdy?
Na przedramionach znaki
Aż zamrą zsypy
i żadnej myśli
nie upuszczę
Tylko krzyki
tnąc spytam, jaki jestem?
Jaki ból, jakie kochanki
Rani nas w splot
umysł brzydki,
lecz wieloraki
Nie mieści bliskich
woli szczęście
wybiera!
puste tkanki
umiera samotnie
gnijąc od prawdy...
niczym V
w prędkim przyśpieszeniu
ogień serca ma
gdy dorysujesz N
to i dwa czerwienieją
gdzie samotnie się nie umiera
choć zazwyczaj
też ludzie z ogniem są rodzeni
z wielkim mózgiem
lub też rozum innych chcemy zjeść
parząc się sami z własnej głupoty
gdzie wybielanie rudości jak fałsz
dla prawdy gnije sam w:)