Marzenia (Proza poetycka)
Wszystkie marzenia jak motylki
w naszych sercach, które
za każdym razem swoją
tajemniczością zapraszają
do tańca.
W poniedziałek granatowe
bo nigdy nie wiadomo, czy gwiazdy
sprostają wyzwaniom dnia codziennego.
We wtorek są cytrynowe jak soczysty
smak soku cytrusowego, bo dają
nadzieję na choć odrobinę wytchnienia
w tej pędzącej kuli zwanej czasem,
co przecieka przez palce niczym
chwile spędzone na słuchaniu ulubionej
muzyki, bo ona płynie i płynie,
a tak by się chciało dalej i dalej.
W środę są niebiesko-czerwone,
bo niezdecydowane jak błękit obłoków,
które nie wiedzą, czy chcą mieć
uczucia tak jak ludzie, czy chcą być tylko
chmurami czasem uwielbianymi,
czasem przeklinanymi.
W czwartek mają na sobie
czarno-białe kraciaste sukienki
by móc zadowolić rozkapryszone gusta
każdej godziny dnia nie mającej ułożonej
ani muzyki, ani słów piosenki z tandetnymi
myślami puszczanej do znudzenia
do smętnej melodii.
Piątkowe są jak guma balonowa
smakująca tak samo wieczorami
spędzonymi w wesołym miasteczku
mimo upływu lat i nadal tak samo
realna jak wtedy gdy dzieliłeś się
nią po raz pierwszy ze swoim
przyjacielem.
Sobota o kwaskowatym smaku
miodowych różyczek herbacianych
obsypujących swoimi śladami
każdą kroplę deszczu w jesienny dzień
i każde źdźbło zieleniącej się trawy
w letni niczym nie zmącony dzień.
I wreszcie ta wcale nie ostatnia niedziela
brązowiutka jak ten pluszowy misiaczek,
z którym co noc kładziesz się do łóżka
i któremu szepczesz nie tylko
"Dobranoc" ale i zwykłe swoje
tajemnice do uszka.
By obudzić się i przez te marzenia
już nigdy nie zaznać spokoju.
w naszych sercach, które
za każdym razem swoją
tajemniczością zapraszają
do tańca.
W poniedziałek granatowe
bo nigdy nie wiadomo, czy gwiazdy
sprostają wyzwaniom dnia codziennego.
We wtorek są cytrynowe jak soczysty
smak soku cytrusowego, bo dają
nadzieję na choć odrobinę wytchnienia
w tej pędzącej kuli zwanej czasem,
co przecieka przez palce niczym
chwile spędzone na słuchaniu ulubionej
muzyki, bo ona płynie i płynie,
a tak by się chciało dalej i dalej.
W środę są niebiesko-czerwone,
bo niezdecydowane jak błękit obłoków,
które nie wiedzą, czy chcą mieć
uczucia tak jak ludzie, czy chcą być tylko
chmurami czasem uwielbianymi,
czasem przeklinanymi.
W czwartek mają na sobie
czarno-białe kraciaste sukienki
by móc zadowolić rozkapryszone gusta
każdej godziny dnia nie mającej ułożonej
ani muzyki, ani słów piosenki z tandetnymi
myślami puszczanej do znudzenia
do smętnej melodii.
Piątkowe są jak guma balonowa
smakująca tak samo wieczorami
spędzonymi w wesołym miasteczku
mimo upływu lat i nadal tak samo
realna jak wtedy gdy dzieliłeś się
nią po raz pierwszy ze swoim
przyjacielem.
Sobota o kwaskowatym smaku
miodowych różyczek herbacianych
obsypujących swoimi śladami
każdą kroplę deszczu w jesienny dzień
i każde źdźbło zieleniącej się trawy
w letni niczym nie zmącony dzień.
I wreszcie ta wcale nie ostatnia niedziela
brązowiutka jak ten pluszowy misiaczek,
z którym co noc kładziesz się do łóżka
i któremu szepczesz nie tylko
"Dobranoc" ale i zwykłe swoje
tajemnice do uszka.
By obudzić się i przez te marzenia
już nigdy nie zaznać spokoju.
0
0
2 odsłon