Zza krawędzi mego zwidu wczorajszego

Tęsknota
Zza krawędzi mego zwidu wczorajszego
Patrzyłam na deszcz poranny, roniąc łzy w jeziorze
I próbując upamiętnić dawne ciepło głazu,
Z którym zamieniłam kilka słów pewnego razu.

„Zostałem stworzony z kamienia”, rzekł skromnie, „dlatego nie mogę dopuścić cię do mnie”.
Wszak ja zachęcałam: „To nie jest ciekawość; nie chodzi o próżność, lecz ciepło twej skóry”.

„Zostałem stworzony z piaskowca bezliku, więc gdzież by twe serce wpasować się miało? Idź precz, a pogardy unikniesz z pewnością”.
Nie tracąc nadziei, odrzekłam z żałością: „Mój głazie, daj zajrzeć mi choćby na moment!”.

Lecz głaz zgasił wszystkie latarnie dokoła
I zamknął przede mną podwoje bez słowa.
Dotknęłam ich lekko, w geście pożegnania;
Przeszyły mnie chłodem na wskroś – zrozumiałam...
1
6 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie