Bez wyboru

Idziesz drogą a tam przed sobą

widzisz zgliszcza murów twardych

Odwrócone od ciebie korony drzew

w kierunku jasnej gwiazdy

A dalej za ciemnym cmentarzem

tych których opuściłeś

Karmisz się blaskiem księżyca

zamartwiasz się czemu zbłądziłeś

Kiedyś to ty byłeś gwiazdą

świecącą bez chęci przestania

Podczas zakłamania trwałeś w tym

a teraz księżyc osłupia ci oczy...



Zaczekaj aż mury wymyje

łez twych rzeka głęboka

Zaczekaj aż głazy te skruszy

powróci ten kto pamięta

Nie chciałeś by z nocą żyć w zgodzie

bo żył byś i tak w samotności

Lecz jak można trwać w tej prostocie

w zakłamanej zgodności
0
2 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

5 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie