zagubienie
------tak sobie pomyślałam " a czemu by ich nie pognębić także prozą?" :]-----
W prostej linii, wszystko się kończyło. "Tak - powiedział stanowczo - to jest horyzont". Przekręcił śmiesznie głowę na bok. Wciąż spoglądał przed siebie i mruczał pod nosem nieznana melodię. Dziewczyna siedząca na kocu, powoli machała nogami. W końcu wstała i podeszła do mężczyzny. Objęła go w pasie.
-Chyba już czas na nas. Powinniśmy już wracać. - mówiła wdychając jego zapach.Mieszankę tytoniu, potu i wody po goleniu. Wydawał jej się bardzo męski. Zmrużyła oczy i czekała aż się poruszy.
-Czekałem kiedyś na wschód słońca....- zaczął. Dziewczyna z zaciekawieniem uniosła brwi.
-Mów - poprosiła.
-Nie - pokręcił głową. - To już nie jest ważne. Wracajmy.-
-Wiesz, smutno mi.
-Mi też, ale tak trzeba. To ostatni dzień. Przeżyjmy go najlepiej jak potrafimy.
-A jeśli nie potrafimy?- wyszeptała przerażona dziewczyna. - Jeśli tak naprawdę nie umiemy tego przeżyć dobrze?
Mężczyzna wciąż patrząc na morze zaśmiał się.
-To zmarnujmy ten czas! Zróbmy to co zawsze, odzywajmy się do siebie. Jakby nic nie miało się zdarzyć.
-Boję się twoich słów.- powiedziała odsuwając się od niego. Złożyła ręce na piersiach, i stanęła obok. Również wpatrywała się w wodę.
-Słowa nic nie znaczą, liczą się czyny - rzekł.
-Słowa często są zapowiedzią tych czynów.... Wracajmy. Zimno tu.-powiedziała i poszła w stronę koca. Mężczyzna poszedł za nią.
Plaża była prawie pusta. Chłodny wiatr owiewał piach i zasypywał nim wszystko na swej drodze. Fale delikatnie moczyły brzeg, woda była ciemna prawie czarna.
-Kochanie - zaczął mężczyzna patrząc jak dziewczyna składa koc - mam pomysł. - uśmiechnął się.
-Pomóż mi wytrzepać ten koc- poprosiła. - Jaki pomysł?
-Kupmy sobie kota - odparł biorąc w ręce rogi koca i energicznie nim potrząsając. - Zawsze chciałem mieć kota...
-A nielepiej psa? - zaproponowała. - Koty są dziwne i długo się przyzwyczajają. Nie mamy czasu na oswajanie. Z psem będzie łatwiej.
Mężczyzna znieruchomiał.
-Wolałbym jednak kota.- powiedział stanowczo. - Psy są głupie, nie wiedzą co to niezależność, dlatego tak szybko się przyzwyczajają. Są zbyt ufne.
-Mam wrażenie jakbyś mówił o mnie, a nie o psie. - powiedziała oschle. Skończyła pakować rzeczy i wstała.
-Skoro tak mówisz...- odparł i poszedł w stronę ścieżki prowadzącej do miasta. Dziewczyna założyła torbę na ramię i ruszyła za nim, zatapiając nogi w piasku. Dopiero przed ścieżką założyła buty. Nie szli obok siebie. Zachowywali odległość.
Mężczyzna nie odwracał się za siebie i nie sprawdzał czy dziewczyna za nim idzie. Szedł przed siebie, pogrążony w swoich własnych, nikomu nie znanych myślach. Zatrzymał się przed restauracją. Dziewczyna dogoniła go.
-Zjemy coś - powiedział i wszedł do lokalu. Ona bez słowa poszła za nim.
Usiedli przy jednym ze stolików, niebieskim przy oknie. Otworzyli menu. Dziewczyna zaniepokojona spojrzała na mężczyznę.
-Kochanie tu jest za drogo. Nie stać nas.- wytłumaczyła przygryzając wargę.
Mężczyzna zaskoczony spojrzał na dziewczynę.
-Starczy jeszcze na jeden obiad. Chcę tutaj zjeść i zjem.- przez chwilę patrzyli sobie w oczy bez słowa. W końcu dziewczyna spuściła wzrok.
-Dobrze, zjedz ja poczekam.- schyliła głowę.
Mężczyzna zamówił pieczonego kurczaka, specjalnie przyrządzanego. Gdy czekali na przyniesienie dania, dziewczyna zaczęła rozmowę.
-Kochanie, chciałabym coś wyjaśnić. - powiedziała.
-Nie wiem o co ci znowu chodzi. Jeśli chcesz mi powiedzieć że jesteś w ciąży to nie interesuje mnie to, jeśli chcesz mnie zostawić to mnie zostaw, jeśli masz coś przeciwko mnie to sobie miej. - oświadczył wyniośle.
-Kochanie ja umrę już jutro. - wyszeptała bliska łez. Mężczyzna pochylił się nad stołem, złapał jej dłoń i powiedział ciepło.
-Kotek jeszcze się taki nie narodził, który by nie umarł.- uśmiechnął się i powrócił na swoje miejsce. Kelner przyniósł zamówienie. Mężczyzna podziękował i zaczął jeść.
W prostej linii, wszystko się kończyło. "Tak - powiedział stanowczo - to jest horyzont". Przekręcił śmiesznie głowę na bok. Wciąż spoglądał przed siebie i mruczał pod nosem nieznana melodię. Dziewczyna siedząca na kocu, powoli machała nogami. W końcu wstała i podeszła do mężczyzny. Objęła go w pasie.
-Chyba już czas na nas. Powinniśmy już wracać. - mówiła wdychając jego zapach.Mieszankę tytoniu, potu i wody po goleniu. Wydawał jej się bardzo męski. Zmrużyła oczy i czekała aż się poruszy.
-Czekałem kiedyś na wschód słońca....- zaczął. Dziewczyna z zaciekawieniem uniosła brwi.
-Mów - poprosiła.
-Nie - pokręcił głową. - To już nie jest ważne. Wracajmy.-
-Wiesz, smutno mi.
-Mi też, ale tak trzeba. To ostatni dzień. Przeżyjmy go najlepiej jak potrafimy.
-A jeśli nie potrafimy?- wyszeptała przerażona dziewczyna. - Jeśli tak naprawdę nie umiemy tego przeżyć dobrze?
Mężczyzna wciąż patrząc na morze zaśmiał się.
-To zmarnujmy ten czas! Zróbmy to co zawsze, odzywajmy się do siebie. Jakby nic nie miało się zdarzyć.
-Boję się twoich słów.- powiedziała odsuwając się od niego. Złożyła ręce na piersiach, i stanęła obok. Również wpatrywała się w wodę.
-Słowa nic nie znaczą, liczą się czyny - rzekł.
-Słowa często są zapowiedzią tych czynów.... Wracajmy. Zimno tu.-powiedziała i poszła w stronę koca. Mężczyzna poszedł za nią.
Plaża była prawie pusta. Chłodny wiatr owiewał piach i zasypywał nim wszystko na swej drodze. Fale delikatnie moczyły brzeg, woda była ciemna prawie czarna.
-Kochanie - zaczął mężczyzna patrząc jak dziewczyna składa koc - mam pomysł. - uśmiechnął się.
-Pomóż mi wytrzepać ten koc- poprosiła. - Jaki pomysł?
-Kupmy sobie kota - odparł biorąc w ręce rogi koca i energicznie nim potrząsając. - Zawsze chciałem mieć kota...
-A nielepiej psa? - zaproponowała. - Koty są dziwne i długo się przyzwyczajają. Nie mamy czasu na oswajanie. Z psem będzie łatwiej.
Mężczyzna znieruchomiał.
-Wolałbym jednak kota.- powiedział stanowczo. - Psy są głupie, nie wiedzą co to niezależność, dlatego tak szybko się przyzwyczajają. Są zbyt ufne.
-Mam wrażenie jakbyś mówił o mnie, a nie o psie. - powiedziała oschle. Skończyła pakować rzeczy i wstała.
-Skoro tak mówisz...- odparł i poszedł w stronę ścieżki prowadzącej do miasta. Dziewczyna założyła torbę na ramię i ruszyła za nim, zatapiając nogi w piasku. Dopiero przed ścieżką założyła buty. Nie szli obok siebie. Zachowywali odległość.
Mężczyzna nie odwracał się za siebie i nie sprawdzał czy dziewczyna za nim idzie. Szedł przed siebie, pogrążony w swoich własnych, nikomu nie znanych myślach. Zatrzymał się przed restauracją. Dziewczyna dogoniła go.
-Zjemy coś - powiedział i wszedł do lokalu. Ona bez słowa poszła za nim.
Usiedli przy jednym ze stolików, niebieskim przy oknie. Otworzyli menu. Dziewczyna zaniepokojona spojrzała na mężczyznę.
-Kochanie tu jest za drogo. Nie stać nas.- wytłumaczyła przygryzając wargę.
Mężczyzna zaskoczony spojrzał na dziewczynę.
-Starczy jeszcze na jeden obiad. Chcę tutaj zjeść i zjem.- przez chwilę patrzyli sobie w oczy bez słowa. W końcu dziewczyna spuściła wzrok.
-Dobrze, zjedz ja poczekam.- schyliła głowę.
Mężczyzna zamówił pieczonego kurczaka, specjalnie przyrządzanego. Gdy czekali na przyniesienie dania, dziewczyna zaczęła rozmowę.
-Kochanie, chciałabym coś wyjaśnić. - powiedziała.
-Nie wiem o co ci znowu chodzi. Jeśli chcesz mi powiedzieć że jesteś w ciąży to nie interesuje mnie to, jeśli chcesz mnie zostawić to mnie zostaw, jeśli masz coś przeciwko mnie to sobie miej. - oświadczył wyniośle.
-Kochanie ja umrę już jutro. - wyszeptała bliska łez. Mężczyzna pochylił się nad stołem, złapał jej dłoń i powiedział ciepło.
-Kotek jeszcze się taki nie narodził, który by nie umarł.- uśmiechnął się i powrócił na swoje miejsce. Kelner przyniósł zamówienie. Mężczyzna podziękował i zaczął jeść.
0
0
2 odsłon