Szyper na statku to Bóg

Od siebie
Całymi dniami trwoniłem czas
przesiadywałem na biczu
w karczmach i gospodach
Złotej Wenecji Północy
tracąc resztę groszy i szelągów
bom wielce ukochał rum

Wychylałem szklanice
na brog i krechę
nie za to co jest
ale za to co będzie

Choć ja na rufie
a chłopcy na dziobie
trzymałem ruder steru
i liny żagli rwanych
okrutną wichurą

Czasem wysyłałem ich
na reję po śmierć
kazałem chłostać na gretingu
i kabestanie
innym razem zakuwać w dyby
przeciągać pod kilem
i zrzucać z marsrei do wody

Lecz moi chłopcy rozumieli
reguły tej gry wiedzieli
że stawką jest fortuna
lub śmierć na dnie
A powodzenie wywalczymy tylko
heroiczną pracą i wymuszoną dyscypliną

Jam jest kapitan
pierwszy po Diable
oni potępieńcy
ale bez tej załogi
każdy to wie
że sam nie zbrasowałbym rei
nie wciągnął kotwicy
nie zrefował żagli.
1
16 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Jimmy 12 lat temu
A nie masz wierzyć Mości Panie ... Wystarczy żeś przeczytał ... wiersz spełnił swe zadanie :P
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie