Kwitnące w jesień i zimę

Miłosne
Zagubiłem narzędzia i cele
niczym czeladnik
praktykant życia . . .

Pomiędzy wersami błąkam się
w tajemnych przejściach
tak mało uczęszczanych.

Spotkać musiałem kiedyś
ślepy zaułek

Zagłębiając dno słowa
Babcia nie uczyła mnie
nie mówiła jak wygląda powierzchnia
odeszła zbyt wcześnie

wtedy:
Ugrzązłem w mule
straciłem wzrok
gliną zachłysnąwszy się
dusi bez powietrza

W dwójnasób walczę
interwałem
przepasając oddechem
jakby boxer zwycięskim pasem

wtedy jestem przy tobie
obejmuje czule zwyciężając
składam pocałunek na polikach
maleńkich- najdelikatniejszych
pagórkach subtelnego raju.

-Bądź mi życiem,
domem, który odbuduje
gdzie zawsze będę mógł
przychodzić wracając
i zostawać !

nie straciłem nigdy wiary
mogłem jedynie
ślepcem być
w głębinie ciemności jądra
pogrążony . . .

wyciągnęłaś na powierzchnie
gładką od promieni słońca i księżyca
jak istny Bóg wskazujesz drogę
do prawdy i szczęścia.

Kocham te kwiaty
kwitnące nawet
w jesień i zimę.

Pobłogosławione dotykiem głowy
przez niego by dwa serca
złączyły się na wieczność
tak niewinnie otulone kocem
bez krzyku i złości
a jedynie zatroskane wspólnymi siłami

Teraz nie ma we mnie strachu
że zaplątam się i udławię kością

Teraz mogę życie pić
do szpiku kości
i krwi !
3
16 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie