Któryś sen
•
Gdy płonął szorstkim płomieniem
widziałem jak kłaniał się bezwładowi mocy
było zbyt głośno
ciekły po mnie strugi zimnego potu
zamierałem w dalekość
nie mogłem pomóc
urywałem kawałki skał
krzyczałem w niebo
wołałem w gwiazdy
świt otworzył oczy
wreszcie lekko
widziałem jak kłaniał się bezwładowi mocy
było zbyt głośno
ciekły po mnie strugi zimnego potu
zamierałem w dalekość
nie mogłem pomóc
urywałem kawałki skał
krzyczałem w niebo
wołałem w gwiazdy
świt otworzył oczy
wreszcie lekko