Rzeczywistość
•
Rozanielona mina przed oczami rozmyta w strugach deszczu
zamknęłam się od środka w pokoju bez ścian
nie dobijaj się,
klucz gdzieś mi wypadł
Nie pukaj już, proszę.
Odejdź jeśli chcesz,
nie chcesz.
A przecież już i tak cię nie ma.
Wciąż pada, nie mam ochoty wychodzić do świata,
wyskoczyłam tylko po papierosy.
Milczysz.
Wiem, że nie lubisz, gdy palę.
Gdzieś po drodze do mnie zgubiłeś uśmiech, wiesz?
Dotykam pustki.
Jesteś miliony kilometrów stąd,
mimo, że wciąż czuję obok twoje ciało.
Ty, życie i przeznaczenie,
sen złoty, co znika nad ranem.
Lepszy czy gorszy,
niezmiennie zielony.
A ja butelka czysta,
bez dna, gdyby chcieć ją wypełnić,
bardziej pusta niż pełna,
po słodkim soku jednego oddechu.
zamknęłam się od środka w pokoju bez ścian
nie dobijaj się,
klucz gdzieś mi wypadł
Nie pukaj już, proszę.
Odejdź jeśli chcesz,
nie chcesz.
A przecież już i tak cię nie ma.
Wciąż pada, nie mam ochoty wychodzić do świata,
wyskoczyłam tylko po papierosy.
Milczysz.
Wiem, że nie lubisz, gdy palę.
Gdzieś po drodze do mnie zgubiłeś uśmiech, wiesz?
Dotykam pustki.
Jesteś miliony kilometrów stąd,
mimo, że wciąż czuję obok twoje ciało.
Ty, życie i przeznaczenie,
sen złoty, co znika nad ranem.
Lepszy czy gorszy,
niezmiennie zielony.
A ja butelka czysta,
bez dna, gdyby chcieć ją wypełnić,
bardziej pusta niż pełna,
po słodkim soku jednego oddechu.