Owoce

Dziś wieczór nie pachnie jagodami, deszczem zacina o szybę, szaro-bure tchnienie,

W oknie ciemność, z tunelowym światełkiem ulicznej latarni i twarzą odbijaną w szybie

Jest luty majowo-czerwcowy.

Z myślami w południe schwytanymi w białej klatce wspomnienia, przewiązanej

Atłasową czerwoną wstążką mieszkasz na dnie. Nie kochasz, nie pragniesz, nie myślisz, Ty…

Nie mój. W zapachu deszczu, w późno wiosennym dymie, w sferze prawie zakończonego dnia pozostałeś.

Usta co noc szepczą, nie o Tobie. Dłonie szukają w mroku oparcia, nie Twoich ramion.

Serce, kruche jak lód, zlepione na nowo, gęstym malinowym syropem lekko drży, boi się. Nie Ciebie.

Mam wargi, wciąż malinowe, co kłamią nucąc słodką melodię. Oddają przysługi, marzną na mrozie, łączą się w tańcu, przyjemnym uścisku gorzko-piekących pocałunków.

Mam źrenice, w kolorze karbonu, w przepaść wciąż spadające, tonące w odmętach aksamitu. Otoczone morzem, mozaiką różnobarwnych kamyków, jak w rzymskim ogrodzie istnieją, po środku.

Mam stopy, zimne, stęsknione, niemożliwie trwałe. Pod dłonią miękną, kołyszą małymi palcami i giną w uścisku, biegną czując mokry piasek w ciepło- chłodnej wodzie, zanurzone po kostki, otoczone mokrą nogawką.
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie