Kochankowie
•
I na jesiennych szarych drzewach zakwitły liście,
gdy kochankowie wsłuchali się w szum wód głuchy.
Róże zerwane z ogrodu pochniały świeżo,soczyście,
On patrzył na kochanki swej niewinne ruchy.
Oboje stanęli nad wąskim wody strumieniem.
Wieczór był ciepły i bawił widokiem.
Ona odsłoniła pierś z lekkim westchnieniem,
On zakrył oczy,zawstydzony był mrokiem.
Kochanka muskając jego usta piosenkę nuciła.
Jej wdzięku mężczyzna zapomnieć nie zdoła,
tęsknotę i rozkosz w nim obudziła.
Odeszła nagle..bo on nie godzien Anioła.
gdy kochankowie wsłuchali się w szum wód głuchy.
Róże zerwane z ogrodu pochniały świeżo,soczyście,
On patrzył na kochanki swej niewinne ruchy.
Oboje stanęli nad wąskim wody strumieniem.
Wieczór był ciepły i bawił widokiem.
Ona odsłoniła pierś z lekkim westchnieniem,
On zakrył oczy,zawstydzony był mrokiem.
Kochanka muskając jego usta piosenkę nuciła.
Jej wdzięku mężczyzna zapomnieć nie zdoła,
tęsknotę i rozkosz w nim obudziła.
Odeszła nagle..bo on nie godzien Anioła.