Kochankowie

I na jesiennych szarych drzewach zakwitły liście,

gdy kochankowie wsłuchali się w szum wód głuchy.

Róże zerwane z ogrodu pochniały świeżo,soczyście,

On patrzył na kochanki swej niewinne ruchy.



Oboje stanęli nad wąskim wody strumieniem.

Wieczór był ciepły i bawił widokiem.

Ona odsłoniła pierś z lekkim westchnieniem,

On zakrył oczy,zawstydzony był mrokiem.



Kochanka muskając jego usta piosenkę nuciła.

Jej wdzięku mężczyzna zapomnieć nie zdoła,

tęsknotę i rozkosz w nim obudziła.

Odeszła nagle..bo on nie godzien Anioła.
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie