Spłoszone myśli
Spłoszone myśli nie powrócą,
głodne się skryją z echem dnia
i przejmującą pieśń zanucą
aż z oka pierwsza spłynie łza.
Kamienną drogą cierni pełną,
idziesz i gubisz już swój krok,
serce okrywa twe nadzieja,
oczy spowija gęsty mrok.
I niepotrzebnie poraniona,
znajomy w dali widzisz brzeg,
lecz ust twych skrywa go zasłona,
zimnych jakoby płatków śnieg.
Wstydliwym gestem, blaskiem oczu,
budzisz beztroski nowy dzień,
jeśli był smutek to się skończył
i tylko chłodnym został cień.
głodne się skryją z echem dnia
i przejmującą pieśń zanucą
aż z oka pierwsza spłynie łza.
Kamienną drogą cierni pełną,
idziesz i gubisz już swój krok,
serce okrywa twe nadzieja,
oczy spowija gęsty mrok.
I niepotrzebnie poraniona,
znajomy w dali widzisz brzeg,
lecz ust twych skrywa go zasłona,
zimnych jakoby płatków śnieg.
Wstydliwym gestem, blaskiem oczu,
budzisz beztroski nowy dzień,
jeśli był smutek to się skończył
i tylko chłodnym został cień.
Tylko w dwóch miejscach poprawił bym;
*) W siódmej - nadzieje...ew. "Serce okrywa się nadzieją"
w dwunastej - pozbył bym się tego archaizmu
"zimnych tak jakby płatków śnieg"
ew;
" zimnych jak zaspy biały śnieg"
;
Wiersz dobry i wart rozwinięcia.