Księżyc
•
Rozmawiałem wczoraj z ksieżycem
W nowiu strasznie narzekał na chmury
Macące jego światło rzucane na ziemie
Mówił o bolączkach późnych powrotów
Które widzi
O nocnych kłótniach
Zza okien
O wczesnym wstawaniu do pracy
Jeszcze przy jego blasku
Chwalił sobie widok łodki
Na środku jeziora gdzie dwoje młodzi
Przytuleni obserwowali łamiącą się tafle
Wiosłem zmąconą
Chciał więcej optymizmu ode mnie
Chciał żebym go pocieszyl że za dnia proporcje są inne
Że w dzień ludzie częściej się do siebie uśmiechają
Owszem tylko czy to na pewno szczery uśmiech?
Czy wymuszony przez melaniczny blask brata-słonca
Bo przecież inaczej nie wypada
Gwiazdy milczały kiedy on narzekał
Wskazywały na północny wiatr
Oziębiający to co ludzkie
Nadzieję na lepsze jutro
Wiarę w ludzi
Miłość?
Tego nie dosłyszałem
W nowiu strasznie narzekał na chmury
Macące jego światło rzucane na ziemie
Mówił o bolączkach późnych powrotów
Które widzi
O nocnych kłótniach
Zza okien
O wczesnym wstawaniu do pracy
Jeszcze przy jego blasku
Chwalił sobie widok łodki
Na środku jeziora gdzie dwoje młodzi
Przytuleni obserwowali łamiącą się tafle
Wiosłem zmąconą
Chciał więcej optymizmu ode mnie
Chciał żebym go pocieszyl że za dnia proporcje są inne
Że w dzień ludzie częściej się do siebie uśmiechają
Owszem tylko czy to na pewno szczery uśmiech?
Czy wymuszony przez melaniczny blask brata-słonca
Bo przecież inaczej nie wypada
Gwiazdy milczały kiedy on narzekał
Wskazywały na północny wiatr
Oziębiający to co ludzkie
Nadzieję na lepsze jutro
Wiarę w ludzi
Miłość?
Tego nie dosłyszałem