Księżyc

Rozmawiałem wczoraj z ksieżycem

W nowiu strasznie narzekał na chmury

Macące jego światło rzucane na ziemie

Mówił o bolączkach późnych powrotów

Które widzi

O nocnych kłótniach

Zza okien

O wczesnym wstawaniu do pracy

Jeszcze przy jego blasku

Chwalił sobie widok łodki

Na środku jeziora gdzie dwoje młodzi

Przytuleni obserwowali łamiącą się tafle

Wiosłem zmąconą

Chciał więcej optymizmu ode mnie

Chciał żebym go pocieszyl że za dnia proporcje są inne

Że w dzień ludzie częściej się do siebie uśmiechają

Owszem tylko czy to na pewno szczery uśmiech?

Czy wymuszony przez melaniczny blask brata-słonca

Bo przecież inaczej nie wypada

Gwiazdy milczały kiedy on narzekał

Wskazywały na północny wiatr

Oziębiający to co ludzkie

Nadzieję na lepsze jutro

Wiarę w ludzi

Miłość?

Tego nie dosłyszałem
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie