Z pamiętnika Mai...
•
mieszkają na uboczu w drewnianej chatce
zarośniętej rumiankiem pomieszanym z lawendą
co roku przy płocie sadzą bób i groszek
tak samo czule jak te pierwsze
siedząc na ławce podziwiając biegnące dzieci
już nie tak małe jak te bawiące się przy huśtawce
które zasypiały policzkami przy piersiach
po bajce o rusałkach i skrzatach
kiedy wstają ona robi sałatkę on ją podziwia
potem idą do sadu podziękować za kolejny dzień
za każdy kwiat zmieniający się w owoc
i tę chwilę jaką sobie wymarzyli
zarośniętej rumiankiem pomieszanym z lawendą
co roku przy płocie sadzą bób i groszek
tak samo czule jak te pierwsze
siedząc na ławce podziwiając biegnące dzieci
już nie tak małe jak te bawiące się przy huśtawce
które zasypiały policzkami przy piersiach
po bajce o rusałkach i skrzatach
kiedy wstają ona robi sałatkę on ją podziwia
potem idą do sadu podziękować za kolejny dzień
za każdy kwiat zmieniający się w owoc
i tę chwilę jaką sobie wymarzyli
ale poetycko jest to bardzo słabe, chociaz czuc lirykę.
Proza sie kłania, to tak, ale nie poezja.