wieczorową

do równowagi nie jest nam blisko
idąc z przeciwnych stron odchylamy się
łapiąc garściami powietrze
zapychamy nim usta
a potem ćwierkamy wabiąc ptaki

kiedy wyrastają nam pióra gonimy żaby
skacząc za nimi w rumieńce
jesteśmy pokryci rzęsą i łuską
na wpół nadzy
stojący w wodzie klaszczemy do słońca

i kiedy już zajdzie wracamy
spięci włosami budujemy wszechświat
pod stopy rzucając iskry
wchodzimy na niebo
jako nie pierwsze spełnione marzenie
2
12 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie