dzwonisz i...

pytasz o serce, niepotrzebnie... już go nie mam
oddycha powietrzem twoich piersi
kiedy ich dotykam, czuję puls dziecka
otulonego do snu,
pełnego marzeń zbudzonych w porankach

opowiadasz o wielkości kosmosu,
a ja patrzę na usta pragnąc znikać w ich kącikach,
być słowem i ciszą między nimi...
kroplą oceanu płynącą wbrew grawitacji

dotykać,
wspinać się po szyi i spadać w w dół
pod stopy,
a potem do góry wznieść ręce... po biodra
i bez pośpiechu patrzeć kiedy zasypiasz
przez wiosnę, i zimę

w powiekach, w nocnej koszuli,
w warkoczu który teraz rozplatam ...

w deszczu i słońcu
6
92 odsłon 6 komentarzy

Komentarze (6)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

nieanna 8 lat temu
no i tak kończy się uzależnienie od kobiety :(

szkoda,

szkoda kosmosu
K
kaja-maja 8 lat temu
ach te piersi
takie słodkie
w dłoń pasują
jak usteczka
słodkie i rozkoszne
jeszcze na błękicie nieba
to nie to samo
co lody zjadać w:):)
leopard 2 8 lat temu
kosmicznych kobiet nie mało
najbardziej podoba
mi się koniec
Lady Ann 8 lat temu
ciekawy klimat :)
*Mystique* 8 lat temu
Kocham takie wiersze :-)
zyga66 8 lat temu
Jest taki obraz Edwarda Muncha Wampir
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie