Od zmroku do świtu

lampiony unoszą moje nadzieje
jeden zatrzymał się na drzewie
zamknął w sobie śpiew skowronka
wypełnił się po brzegi
płonie

zachód jest taki gorący
nie trzeba przesadnej muzyki
dźwięk zbliżającej się nocy
piękniejszy niż koncert smyczkowy
obrazy rozlewane nad horyzontem
stają się dziełem w ręku mistrza
dech zapiera

faluję nad ziemią
opadam na trawę bezwładnie
staję się częścią fantazji

z nadzieją
czekam na świt
kiedy wpłynie błękitem na niebo
roześmieje się słońcem na górze
przeniesie mnie przez dzień
aż do zmroku
na skrzydłach nadziei
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie