taki roztrzepany, że zdanie od i zaczyna
z czasem na bakier, co psom na buty potrzebny
bo tak naprawdę nigdy go nie ma
taki nie przyziemny, aż ciężki od codzienności
zaprzyjaźniony -
z przewidywa...
czasem trzeba się w Niego zatracić
bo mimo niewiary, istnieje wiara.
obok kromki chleba, obok kubka kawy
obok dłoni zbolałej, spuchniętego ucha
stoi niemy Anioł, z jednym skrzydłem
w obdartej aur...
między Tobą, a mną jest
zbyt wiele przestrzeni.
zanim zajmiesz jedno z miejsc,
jeszcze wiele się zmieni.
między Tobą, a mną nie
kosmacą się oddechy.
jest realizm i chłód,
zimny, ironii apetyt....
pośrodku pokoju stoisz pokornie
w dłoniach się jarzy mdłe światło.
gdzieś pod powieką dogasa księżyc
a Tobie znów czegoś zabrakło...
głaszczesz otartą atakiem pięść,
prowadząc wojnę z myślam...
ostatni raz był dawno temu
pachniało goździkami
nie pamiętam czemu
smakowało ostrym pieprzem
paliło wszystkie zmysły
wypełniło przestrzeń
zgrzeszyłam wtedy Ojcze
i jest mi z tym dobrze
nie żą...
na połowce jabłka zamigotał
fragment ust odciśniętych sokiem
i kontur twarzy zaistniał na szybie
zabłysnął na jednym z okien
w połówce jabłka zamknęło się wszystko
wgryzło się w pamięć, zapadło w...
bo wczoraj na talerzu
dostałeś tylko usta
a dzisiaj słodki półuśmiech
są guściki i gusta
które twierdzą niezbicie
że jeszcze pozbierasz te kredki
i kolorując to życie
zaparowane dusznymi sł...
... między oknami między wierszami
między niebytem a bliskością
coś się rozlało między nami
coś przebrzmiałego samotnością
gdzieś w tłumie oczu dzikich spojrzeń
w natłoku marzeń podeptanych
cich...
sprzedałam swoje skrzydał
jak Lucyfer, jak upadły Anioł.
z łoskotem spadam na bruk.
i tylko cisza towarzyszem...
gdy zapomnę marzyć
gdy zniszczę aureolę snów,
nie będzie już powrotu.
nie...
pozszywaj mnie nicią kłamstw
opleć pajęczyną bezdechu
chcę poczuć kolejny raz
co warte było grzechu
zapomnij na chwilę kim jesteś
zrzuć z siebie celibat nadziei
nie czekaj dłużej - już teraz
ro...
dotykaj końcem języka
każdej z tych krwawych ran
nie zrosłych jeszcze
tylko jednym gołym wierszem
pobladłych świtem ścian
smakuj każdą z ran
przytupem myśli błędnych
każdą z tych bólu pajęczyn...
za dużo było nieistnienia
czasu za dużo w mroku
i półokręgów sennego cienia
który oblewał spokój
za dużo było pustki wokoło
oczu przebrzmiałych łzami
zbyt poorała tęsknota czoło
coś się rozlało...