wyspy
zachodem słońca spowite
kiedyś jeden ląd
skały na nich te same
metamorficzne
północną wiatr zagarnia
łowiąc drobiny życia
z zakwitających endemitów
opadają słodką rosą
na niecierpliwe kielichy południowej
rozdzielone bezkresem
namorzynowych bagien
wymieniają ciche echa
trwają odległe
tak bliskie
kiedyś jeden ląd
skały na nich te same
metamorficzne
północną wiatr zagarnia
łowiąc drobiny życia
z zakwitających endemitów
opadają słodką rosą
na niecierpliwe kielichy południowej
rozdzielone bezkresem
namorzynowych bagien
wymieniają ciche echa
trwają odległe
tak bliskie