Niewiedza (piosenka)
Wrzucam kostkę cukru w gorzki, zaspany kubek kawy.
Przystawiam pistolet do skroni,
naciskam spust dla zabawy.
Nie mogę dłużej smarować
miodem smutków bochenka.
Skwaszony koktajl niedoli
wysączam do złego denka.
Schowane na później wspomnienia
wyławiam ze słojów spiżarni.
A nowe myśli niesyte
wysyłam do wylęgarni.
Usycham w deszczowym chaosie
koczując gdzieś w barwach jesieni.
I tęsknie za ludźmi białymi,
co ciągle są piersią karmieni.
Chcę napić się ze źródła niewiedzy
nie pełnić swych powinności.
Ścigać się z cieniem i świtem,
ukrywać się w płaszczu nagości.
Zaszywać się w niewinnym łonie
ukrywać się w boskiej naturze.
Posklejać dwa skrzydła woskowe
i piąć się naiwnie ku górze.
Niewiedza dodaje odwagi,
ujmuje win w oczach sumienia.
Potrafi utopić w kropli,
popycha w krzywdzące marzenia.
I znowu się czuję za słaby,
by płynąć na głębokie morze.
Bo przecież tak dobrze być w klatce
zakutym w tęczową obrożę.
Przystawiam pistolet do skroni,
naciskam spust dla zabawy.
Nie mogę dłużej smarować
miodem smutków bochenka.
Skwaszony koktajl niedoli
wysączam do złego denka.
Schowane na później wspomnienia
wyławiam ze słojów spiżarni.
A nowe myśli niesyte
wysyłam do wylęgarni.
Usycham w deszczowym chaosie
koczując gdzieś w barwach jesieni.
I tęsknie za ludźmi białymi,
co ciągle są piersią karmieni.
Chcę napić się ze źródła niewiedzy
nie pełnić swych powinności.
Ścigać się z cieniem i świtem,
ukrywać się w płaszczu nagości.
Zaszywać się w niewinnym łonie
ukrywać się w boskiej naturze.
Posklejać dwa skrzydła woskowe
i piąć się naiwnie ku górze.
Niewiedza dodaje odwagi,
ujmuje win w oczach sumienia.
Potrafi utopić w kropli,
popycha w krzywdzące marzenia.
I znowu się czuję za słaby,
by płynąć na głębokie morze.
Bo przecież tak dobrze być w klatce
zakutym w tęczową obrożę.