azyl

O życiu
Między ziemią a niebem jest moja kraina
Gdzie siadam na łące i szumi tylko trzcina
Gdzie unikalność formy, pompatyczność stylu
Przypomina coś na kształt mojego azylu

Tam – sobie siadam ukradkiem po cichutku
Bez żalu, złości furii bez dziwacznego smutku
Wyciągam małą , potarganą w kieszeni karteczkę
Zdejmuje wyrzuty z sumienia i ide nad rzeczkę

Moja przestrzeń , zurbanizowanie nieokreślona
Na planach zagospodarowania jakby zakreślona
O jej istnieniu wiem tylko ja i gwiazd konstelacja
Tak – to nic innego jak psychiczna deformacja

Lecz jakoś uciec trzeba od okrutnej codzienności
Od A do Z , pomijając szczyptę miłości
W przeciwnym razie , marność nad marnościami
Wkradnie się w nasze ego , rozpychając łokciami

Warto więc mieć , swój zaułek , prywatną przystań
Gdzie naładujesz baterie, gotów będziesz do wyzwań
Gdzie 2+2 nie zawsze da tylko cztery
Gdzie czarne mysli pójdą do cholery
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie