O płomieniu

Miłosne
Nie lza być wesołym, gdy smutek przytłacza,
włochatym ramieniem mą duszę otacza.
Wyciąga swe macki i, łapiąc za nogi,
kieruje me oczy w stronę podłogi.

Gdy kark się ugina i garbią się plecy,
coś w środku gaśnie, jak płomień świecy,
co żywym ogniem wesoło palony
w dymiący knot zostaje zmieniony.

Gdy uśmiech zanika, a krzyk duszę klei,
jedyna nadzieja jest właśnie w nadziei,
że żadna świeca nie traci płomienia,
że jedna zapałka tak wiele zmienia.

I nawet knotek, ten czarny, zwęglony,
może na nowo być rozświetlony.
Potrzeba tylko drugiego płomienia,
Co wszystko, co złe, w coś dobrego zmienia.

Gdy płomień goreje, ogrzewa mi duszę,
czuję, że żyję, już się nie duszę.
Daje mi ciepło i kocio się łasi,
Taki to płomień co smutek gasi.
1
7 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie