szczęście
tuliłem twe zęby w deszczowym poranku
co je połamałaś na z cukru baranku
podziwiałem ptaki
na kartce brystolu
co je uwieczniłaś
kredą
w drżącej dłoni
poczerniałe nici ze szwów na nadgarstku
gdy się pochlastałaś gdy on wybrał ewę
dziesięć lat upłynie dwunastego grudnia
kiedy razem z matką w szpitalnej kostnicy
widziałem dłoń twoją
cudem ocalałą
bo reszta doszczętnie spłonęła
czytam datę ślubu na twojej obrączce
co je połamałaś na z cukru baranku
podziwiałem ptaki
na kartce brystolu
co je uwieczniłaś
kredą
w drżącej dłoni
poczerniałe nici ze szwów na nadgarstku
gdy się pochlastałaś gdy on wybrał ewę
dziesięć lat upłynie dwunastego grudnia
kiedy razem z matką w szpitalnej kostnicy
widziałem dłoń twoją
cudem ocalałą
bo reszta doszczętnie spłonęła
czytam datę ślubu na twojej obrączce
na to co swoje a co diabelskim nawyku albo boskim
kiedy za Boga się uważamy to rąk nie rozkładamy
i ludzi nie naciagamy kiedy z oruszka całość można zrobić
a fałszywe podejście zawsze liczy tylko na kasę
co jest poświęcone to się nieodświęci
kiedy pierwszy ząbek był miłością tak oczny
na szczeście jeszcze jest w:):)