Pracownia

Mrugnęło w pastelowych dłoniach.
Światło rozbłysło.
Atmosfera na cztery części.
Spokój.
Zanim pędzel dotknął koniuszkiem włosia jej czoła.
Zdziwiona wypiła jednym duszkiem terpentynę, w której pływały fusy.
Wstałem.
Otworzyłem okno.
Wyfrunęła jak gołąbek pokoju z obrazu Picassa.
Pracownia zastygła.
Czas przestał istnieć.
Jedynie dwa serca na ścianie biły, w rytm werbli psychodelicznych karłów.
6
52 odsłon 2 komentarzy

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 13 lat temu
trzymasz pędzel jakbyś malował stokrotki---pozdrawiam
JKZ007 13 lat temu
lubię psychodeliczne werble:)szczególnie z blaszanych bębenków.
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie