na mojej ulicy

Świat
płonie stodoła
dom jeszcze bezpieczny
tuż obok siebie

oba z byłego kołchozu
gospodarze
jeden ponad miarę

kiedyś razem
wchodzili
na moje podwórko

pijani krzyczeli
czego im brakło
brali jako swoje

po drugiej stronie ulicy
mord gwałty i lament
obok mnie mój brat

niepomni na zadry
wybaczamy sobie
złączył nas krwi zew

razem przy płocie
on dzierży widły
ja z siekierą w dłoni

gdy wzajem sie gwałcą
rżną rąbią i palą
tu święty spokój

czuwać jeno trzeba
aby słabszemu
nie zbrakło oręża
0
3 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie