Skotawa
•
SKOTAWA
Przyjedź do mnie chociaż raz
A pokażę ci strome brzegi Skotawy
To miejsce
Gdzie załamał się lód pod moim psem
Między drzewami na niebieskich pajęczynach
Drga jeszcze mój krzyk
A Budrys odwraca łeb
I podaje łapę jak wtedy z przerębli
Tak to prawda
Nie szeptałem tu czule
żadnych kobiecych imion
Chociaż okolica nastraja do rozbieranych randek
Wykrzykiwałem tylko imię psa
Gdy wypływał na powierzchnię
A potem tuliłem do siebie
Drżące mokre futro
I wybaczałem mu wszystkie nieposłuszeństwa
I tych siedem uduszonych kaczątek
Których puszyste duszyczki poszły do nieba
Jak mawiała moja córka
Przyjedź do mnie chociaż raz
A pokażę ci pętlę rzeki
Którą zarzucam na łkające gardło
I daremnie próbuję jak Wojaczek
Odrzucić stopami upodloną planetę
Za każdym razem wracam na ziemię
Bo wystraszony pies przysiada na tylnych łapach
I liże moje dłonie
Przyjedź do mnie chociaż raz
A pokażę ci strome brzegi Skotawy
To miejsce
Gdzie załamał się lód pod moim psem
Między drzewami na niebieskich pajęczynach
Drga jeszcze mój krzyk
A Budrys odwraca łeb
I podaje łapę jak wtedy z przerębli
Tak to prawda
Nie szeptałem tu czule
żadnych kobiecych imion
Chociaż okolica nastraja do rozbieranych randek
Wykrzykiwałem tylko imię psa
Gdy wypływał na powierzchnię
A potem tuliłem do siebie
Drżące mokre futro
I wybaczałem mu wszystkie nieposłuszeństwa
I tych siedem uduszonych kaczątek
Których puszyste duszyczki poszły do nieba
Jak mawiała moja córka
Przyjedź do mnie chociaż raz
A pokażę ci pętlę rzeki
Którą zarzucam na łkające gardło
I daremnie próbuję jak Wojaczek
Odrzucić stopami upodloną planetę
Za każdym razem wracam na ziemię
Bo wystraszony pies przysiada na tylnych łapach
I liże moje dłonie