OJCZE NASZ (ALE NAS ZBAW ODE ZŁEGO)
•
Panie
Pierwsze pytanie jakie sobie stawiam
To jakie miałoby oczy
Czy byłoby podobne do mnie
Czy do ojca
Często stawałam profilem do lustra
Wkładałam poduszkę pod sukienkę
I sprawdzałam
Ile dumy doda mi brzuch
okrągły jak świat
Jednak w moje samotne rude noce
Pokój z lustrem zamieniał się w beczkę śmiechu
I drwił z moich piersi
Zwisających jak uszy myśliwskiego psa
Garściami pełnymi tabletek
O ciężarze jednej ołowianej kuli
Napychałam zapadłe policzki
I zapominałam numeru pogotowia ratunkowego
Rano znów robiłam kanapki
Pakowałam tornister
Worek z zamiennym obuwiem
Syn czy córka
Milczy lustro
Bełkoce coś tarot
Zaniemówiła pokątna znachorka
Niebieskie i różowe wstążki
Zaciskają moje gardło
Panie
Jestem pusta jak tykwa
Nigdy jeszcze
Nie miałam mężczyzny
Pierwsze pytanie jakie sobie stawiam
To jakie miałoby oczy
Czy byłoby podobne do mnie
Czy do ojca
Często stawałam profilem do lustra
Wkładałam poduszkę pod sukienkę
I sprawdzałam
Ile dumy doda mi brzuch
okrągły jak świat
Jednak w moje samotne rude noce
Pokój z lustrem zamieniał się w beczkę śmiechu
I drwił z moich piersi
Zwisających jak uszy myśliwskiego psa
Garściami pełnymi tabletek
O ciężarze jednej ołowianej kuli
Napychałam zapadłe policzki
I zapominałam numeru pogotowia ratunkowego
Rano znów robiłam kanapki
Pakowałam tornister
Worek z zamiennym obuwiem
Syn czy córka
Milczy lustro
Bełkoce coś tarot
Zaniemówiła pokątna znachorka
Niebieskie i różowe wstążki
Zaciskają moje gardło
Panie
Jestem pusta jak tykwa
Nigdy jeszcze
Nie miałam mężczyzny