OJCZE NASZ (ALE NAS ZBAW ODE ZŁEGO)

Panie

Pierwsze pytanie jakie sobie stawiam

To jakie miałoby oczy

Czy byłoby podobne do mnie

Czy do ojca

Często stawałam profilem do lustra

Wkładałam poduszkę pod sukienkę

I sprawdzałam

Ile dumy doda mi brzuch

okrągły jak świat

Jednak w moje samotne rude noce

Pokój z lustrem zamieniał się w beczkę śmiechu

I drwił z moich piersi

Zwisających jak uszy myśliwskiego psa

Garściami pełnymi tabletek

O ciężarze jednej ołowianej kuli

Napychałam zapadłe policzki

I zapominałam numeru pogotowia ratunkowego

Rano znów robiłam kanapki

Pakowałam tornister

Worek z zamiennym obuwiem



Syn czy córka

Milczy lustro

Bełkoce coś tarot

Zaniemówiła pokątna znachorka

Niebieskie i różowe wstążki

Zaciskają moje gardło



Panie

Jestem pusta jak tykwa

Nigdy jeszcze

Nie miałam mężczyzny
0
2 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie