Bełchatów o świcie

BEŁCHATÓW O ŚWICIE



Coraz więcej umierających dworców

Przeciętych parą szyn zimnych jak zapomnienie

Trawy wrastają między kamienne płyty

I wypijają soki ostatnich pożegnań

Więcej tu zużytych podpasek

Niż chusteczek z monogramem wyblakłym od łez

Kogoś zalała krew

Ktoś znalazł pracę

Co na rogu nęciła jak dziwka w deszcz

Wstające słońce rozwiesza witraże

Na rozstrzelanych kamieniami szczątkach wiaty

Dziś niedziela

Budziki wylegują się dłużej

Nie ma ludzi a jest miasto

Fałszywie barwione w górniczych prospektach

Peron usycha z zapowiedzią czerwcowego upału

Tylko mrówki roznoszą resztę dotyku

I pachną kobietami jak sny więźniów

Wczorajszy dzień dopala się w alkoholowej lampce

Fioletowym spojrzeniem płomiennych oczu

Tu już nie obowiązuje żaden rozkład jazdy

- - - - -

tylko taryfy stoją pod apteką

bo jest ich jak na lekarstwo
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie