Okno

Egzystencjalne
Zimny skowyt trudem wydostaje się z gardła
nieistotne pragnienia
znikają

Chciałam być twoim oddechem na szybie
skraplać się
i patrzeć jak nadal wypuszczasz mnie z ust
zmieniając palcami kształt

Życzyłam sobie być śniegiem na twoim parapecie
topnieć
i spoglądać jak bardzo mi współczujesz
zanosząc do lodówki

Pożądałam być twoim krzyżem na ścianie
wisieć
i słuchać jak wypłakujesz modlitwy
rzucając mnie na podłogę

Lecz ja
jestem tylko podłym brudem pomiędzy szkłem
a ościeżnicą w twoim oknie
nie weźmiesz mnie do ręki
nie zlitujesz się nad wredną chorobą
choćby pragnęła urodzić się inaczej

Zawołasz zaraz mamę
by mnie stąd zabrała
śmierdzącą szmatą
2
21 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 13 lat temu
coś takiego? --no nie
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie