szukając

Miłosne
Wstyd swój skrywając pod bawełną piżamy,
wyskoczyłem (z pominięciem okna)
z łóżka, z mieszkania, wreszcie z windy
na mróz głęboki, w ciszę dosyć srogą.

Sąsiad-spacerowicz:
w milczeniu wyjący do księżyca,
wczoraj tak władczy w kolejce do piekarni,
wydał mi się tym razem zwyczajnie spłukany.

Opuściwszy wspólną klatkę,
zdążyłem wymienić z psem faceta
porozumiewawcze gesty zniewolonych.

Krok miałem taki jakiś... inny:
taki, jak mój sen,
a może nawet taki,
jak cały ja ostatnimi dobami
- nerwowy.

Nagie obolałe stopy rozmiaru 43
poprowadziły mnie w stronę podwórka.

Tam: dwie godziny szczękania zębami
na nic się zdały, bo podwórko...
było bezludne,
bo nie znalazłem.

Nie znalazłem tam Twoich słodkich nóg i rąk.
Nie znalazłem ciała tam,
gdzie czekać mnie miało:
w puchu ciężkim i białym,
który tegorocznej zimy
nie dotknął naszego podwórka ni razu.
2
31 odsłon 2 komentarzy

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

ryty 10 lat temu
to pidżamy jeszcze czy kiedyś piżamy?
- ale wracając do wiersza :)

dobre!!
zwłaszcza ostatnia zwrotka; anielska :))
S
sexspeare--o^ 10 lat temu
dziękuję, czasem może zainspirować nie obecność czegoś, ale jej brak. Tak jest ze śniegiem, tak jest z kobietą. Pzdr
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie