Niepamięć

Miłosne
rozebrałem ją pewnej nocy przyszła sama
tak długo czekałem aż jej włosy otulą kolana
siedziałem wpatrzony w jezioro lustrowało niebo
a cisza tak bardzo krzyczała biała jak mleko

płomienie grzały rozbawionych próżnością gości
ślepych i głuchych na łzy samotnej bezradności
jednym skinieniem zabrałaś duszę a potem ciało
do raju nad skrajem pomostu tam to się stało

w objęciach splecionych księżyca spojrzeniem
dałaś mi usta odziane miętowym oddechem
nie odmawiałem przyjąłem z zachwytem
przecież czekałem na jedną przy Tobie chwilę

opadaliśmy wraz z gwieździstym niebem
pomiędzy źdźbła trawy spinając nagie cienie
gubiąc przy tym resztki zbyt ciasnej przyzwoitości
tuliliśmy twarze omdlałe na tle niemoralności

wiecznością stało się przemijanie czasu
coś w nas grało i pachniało zapachem lasu
nie mogliśmy przestać milczeć nie oddychaliśmy
a dłonie drżały niczym osikowe bukiety liści

zostaliśmy gdy wszyscy za nami wołali
ukryci w ciemnościach płynęliśmy na fali
znikaliśmy za horyzontem ludzkich języków
byliśmy dla siebie i dla swoich dotyków

nie żałowałem gdy rankiem przebudzony
byłem sam jak w śnie rozkoszą odurzony
w śnie ? do dzisiaj nie jestem niczego pewien
bo gdy przechodzisz patrzysz tamtym niebem
4
53 odsłon 3 komentarzy

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

ryty 12 lat temu
styl jakby znajomy;) e(u)fory-styczny! ;D
tomek1972 12 lat temu
zgadza się bo lubię ją czytać :)
tomek1972 12 lat temu
sorry bardzo lubię Ją czytać :)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie