nasz żagiel

O szczęściu
kiedy zamykasz miłość we mnie
otwartą dłonią chwytasz niebo
i cała ziemia drży podnietą
w niecierpliwości twoich palców

pośpieszny oddech ostatniej stacji
z łoskotem wjeżdża na peron
smakiem morza zapachem malwy
dzieląc wędrowność warg
wypełnia przepaść podziemnych przejść
ciemnością rozumiejącą światło
muskularnych świec

więdną wśród dreszczy Mount Everesty
odkrytych wzgórz
w doliny schodzi lawiny krzyk
gdzieś poza krańcem niebytu imię
przestrzeń i czas wypalonych ciał
pozdrawia śpiewem strumień

o dwa wiatry
nasz żagiel oparty
odpływa w dal
2
31 odsłon 2 komentarzy

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

aga9393 15 lat temu
Chociaż budowa jest raczej nieregularna wiersz zatrzymuje ...dla mnie łatwiej by się czytało gdyby forma podobna była do pierwszej strofy...wart poczytania ...pozdrawiam :)
JKZ007 15 lat temu
Hm fajno , ale momentami.Więdnące Mount Everesty do kasacji. Nie wiem jaki jest zapach malwy, bo to ślaz i inaczej mówiąc chyba za bardzo nie pachnie.Natomiast niezły na mrożoną herbatkę. Ciemność rozumiejąca światło muskularnych świec - jestem pod wrażeniem. Potem jak mówiłem. Koniec- 3 wersy jest całkiem, całkiem. Tyle wrażeń z tej erotycznej podroży pociągiem (pewnie sypialny) nad morze.
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie